Wizualna wyrazistość ras

Dział przeznaczony projektowaniu żywych istot i ekosystemów. Wewnętrzne cechy inteligentnych ras, bestiariusz, fikcyjna flora i fauna.
Awatar użytkownika
Ptakuba
Administrator
Administrator
Posty: 229
Rejestracja: śr kwie 06, 2016 8:06 pm
Lokalizacja: Poznań
Kontaktowanie:

Wizualna wyrazistość ras

Postautor: Ptakuba » pn lip 11, 2016 1:12 pm

Spostrzeżenie, które pierwotnie przyszło mi na myśl lata temu, ale wówczas nie potrafiłem go sensownie sformułować i plotłem na Anduinie jakieś bezsensy. To takie drobne porównanie tego, jakie są nasze zdolności rozróżniania szczepów ludzi i poszczególnych osób w rzeczywistości, a jak kuleją, kiedy mowa o fikcji.

W rzeczywistości ludzie kreują w swoim gatunku podział na rasy, a w nich poszczególne ludy według dość delikatnych różnic w budowie, głównie twarzy. Kolor skóry (który wydaje się dość jednoznacznym kryterium, a w praktyce często zawodzi), kolory (u większości ras i tak czerń) i kształt włosów, budowa nosa, obecność zmarszczki nakątnej i przeróżne inne, subtelniejsze składowe rysów twarzy. To wystarczy jednemu człowiekowi, żeby w człowieku z innego kontynentu dostrzec niemalże kosmitę. Ale nawet w samej niewielkiej Europie da się znaleźć pewne drobne cechy wyglądu, które bardziej wnikliwym pozwolą czasem natychmiast rozpoznać, kto ma korzenie w którym kraju. Choćby była mowa o dwóch niebieskookich blondynach, bywa, że można domyślić się po samym wyglądzie, kto pochodzi ze Skandynawii, a kto z Rosji. Są pewne charakterystyczne i raczej delikatne stereotypy samych rysów twarzy, które czasem się sprawdzają. A nadal jeszcze potrafimy zejść poziom niżej i w swojej "rasie" doskonale rozróżniać poszczególne osoby, choć każda z nich idealnie pasuje do stereotypu wyglądu i wyróżnia się od innych "ras" - mimo to, nadal każda jest inna wewnątrz grupy. Będziemy mieć problem, kiedy mowa jednak o odległych ludach. Europejczycy często widzą w Azjatach nierozróżnialne klony - a co ciekawe, Azjaci w Europejczykach również.

Teraz wyobraźmy sobie, co by było, gdyby w świecie fantasy dać rasom właśnie tak subtelne różnice w wyglądzie. Elfy odróżniamy od ludzi poprzez obecność spiczastych uszu. Tylko po tym. I ten szpic jest niewielki, delikatny, spokojnie da się go przykryć dłuższymi włosami. Krasnoludy są niskie i szerokie. Ale jak bardzo? Powiedzmy, że tak operując na średnich to 10% niższe i szersze od człowieka. Może 15%. Orkowie są zieloni. Ale tak zieloni, jak skóra typowego Europejczyka jest "biała", Baracka Obamy "czarna", a Azjaty "żółta". Przecież to wszystko tak naprawdę odcienie beżu i jasnego brązu. Więc orkowie będą mieć też taki beż z leciutkim zielonym zabarwieniem. No i tak dwa milimetry dłuższe dolne kły. I wiecie co? W rzeczywistości to wszystko serio pozwoliłoby nam pewnie rozróżniać rasy, zwłaszcza jakbyśmy jeszcze dodali różne subtelniejsze elementy w rysach twarzy. I jeszcze każdą z tych ras moglibyśmy wewnętrznie podzielić na jakieś mniejsze grupy, a w każdej z nich nadal rozróżniać poszczególne osoby. Oczywiście te przypadki tutaj są dość delikatne i pewnie w tym samym świecie spotkalibyśmy też w innych rejonach elfy o uszach jak maczety, krasnoludy mierzone metr na metr i zielonych jak wiosenna trawa orków o długich na palec ciosach wystających spomiędzy warg. Jednak tamte pierwsze przykłady już byśmy rozróżnili jako inne rasy - a te ostatnie odbieralibyśmy jako dziwną, groteskową wręcz skrajność.

Jak tymczasem jest w fikcji? Utarło się, że ma być wyrazista. Czasem w rozsądnym stopniu, czasem szalenie. Nie potrafilibyśmy zapewne odnaleźć się oglądając film, gdzie różnice między rasami byłyby tak delikatne, jak napisałem w pierwszym wariancie przykładu. Już Thorin w Jacksonowskiej adaptacji zbiera czasem krytykę za rzekomo niedostateczną krasnoludzkość, nie mówiąc o Kilim. Bo oczekujemy, że niezwykłość, inność i fantastyczność rasy będzie nam dawać po oczach, żebyśmy wiedzieli, że coś jest na rzeczy. Dzięki temu możemy być przekonani, że ta inność i fantastyczność po coś tam jest i ma cel - a nie dałoby się tych wszystkich ras zastąpić zwyczajnymi ludźmi.

Do tego dochodzi drugi czynnik. Właśnie ten, gdzie Europejczycy nie rozróżniają Azjatów. Scharakteryzujmy rasę cechami dość subtelnie odróżniającymi ją od ludzi. Teraz chcemy mieć kilka osób z tej rasy, żeby były rozróżnialne między sobą. Co się dzieje? Kiedy damy im proporcjonalnie małe i subtelne różnice, a zarazem odbiorca będzie je widział jako postacie "inne" - to nie będzie się ich dało rozpoznawać, będą mylone, będą wyglądać każda tak samo dla widza. Kiedy zaś różnice będą duże - mogą zbliżyć się albo przekroczyć wartość tej pierwotnej, rasowej różnicy i sprawić, że każda osoba z tej nowej rasy będzie pod jakimś względem identyczna z typowym człowiekiem, a któraś może być pod każdym nierozróżnialna od człowieka.
Tymczasem, kiedy ustalimy, że orkowie są dwa razy więksi od człowieka, mają zieloniutką skórę i ogromne kły wystające z ust - mamy pewność, że każdy rozpozna w orku orka i możemy teraz mnóstwem innych cech intensywnie charakteryzować ich kolejnymi mocno podkręconymi cechami w rysach twarzy itp. Jak w filmowej adaptacji Warcrafta.

I kolejna sprawa - często w komiksie i animacji, przez konieczne zwykle uproszczenie widocznej rzeczywistości, artysta ma do dyspozycji w pewnym sensie mniejszą "rozdzielczość", nie może posługiwać się subtelnymi środkami, bo nie zostaną one wyłapane, dlatego każda ważna postać musi być narysowana bardzo charakterystycznie i wyraziście - choćby mowa było o samych ludziach. Okazuje się, że tak potężnie przerysowane różnice mogą być dość silne, że gdyby przenieść je na rzeczywistość, to na takiego majora Armstronga patrzylibyśmy jak na mutanta. To dość specyficzny, nieco komediowy przypadek, ale z delikatniejszymi mielibyśmy pewnie podobne wrażenia.

Wracając do innych ras, sprawa może stać się odjechana, kiedy pracujemy z serio odjechaną rasą. Spójrzmy na takich jaszczuroludzi. Niewielkie różnice w kształcie pysków itp. nie pozwoliłyby nam pewnie zbyt dobrze odróżnić jednego od drugiego. Co więc możemy spotkać w praktyce? Różnice tak silne, że w rzeczywistości będące wręcz kryterium do rozgraniczenia już nawet nie ras, a zupełnie innych gatunków. Zupełnie różne kolory łusek, różne ilości i układy rogów, obecność błoniastych lub inaczej zbudowanych kołnierzy lub ich brak... Po to, żeby w rozmowie jaszczurów po prostu odróżnić jednego reptiliona od drugiego. Bo co, kiedy postawimy na pewnego rodzaju dojrzałość i rzeczywiście minimalne, realistyczne różnice? Cóż, można zajrzeć do listy bohaterów Cytadeli w Heroes III, i odpowiedzieć sobie szczerze, czy umiemy jednego jaszczuroczłeka odróżnić od drugiego po czymś poza ubiorem i pozą.

Miał być w miarę krótki post zachęcający do jakiejś dyskusji, a znowu wyszedł długi monolog, na który nikt nie odpisze. Eh, trudno.
Obrazek
Awatar użytkownika
kejti
Architekt
Architekt
Posty: 64
Rejestracja: pt kwie 29, 2016 4:43 pm
Kontaktowanie:

Re: Wizualna wyrazistość ras

Postautor: kejti » wt lip 12, 2016 3:25 pm

To ja odpiszę:)

W moim świecie różnice między rasami są subtelne. Większość ras może się też ze sobą krzyżować, są więc też osobniki o przemieszanych cechach (wymyśliłam swoją genetykę). I jak najbardziej się zdarza, że na pierwszy rzut oka, nie można ustalić jakiej ktoś jest rasy. Zdarzają się pomyłki.

Lubię rzeczy subtelne. Gdyby ktoś miał filmować mój tekst, walka istot obdarzonych mocą wyglądałaby tak, że stałyby dwie osoby naprzeciwko siebie bez ruchu. A potem jedna runęłaby martwa. Mało to medialne:) Dlatego raczej w filmie zrobiliby to inaczej. Widz lubi fajerwerki. No, ale w literaturze takie sprawy mogą być subtelne:) Odbiegłam tu trochę od sprawy wyglądu, ale myślę, że nie bardzo od sprawy przedstawień wizualnych:)

Wróć do „Biologia”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość