Breath of Fire

Dział stworzony z myślą o światach z gier komputerowych i konsolowych, zwłaszcza cRPG, przygodówek i strategii.
Awatar użytkownika
Rasalom
Architekt
Architekt
Posty: 56
Rejestracja: pt kwie 22, 2016 9:15 am

Breath of Fire

Postautor: Rasalom » czw cze 30, 2016 10:33 am

Breath of Fire to seria gier stworzona przez Capcom na konsole SNES, PSX i PS2. W ogólności nie powiedziałbym że zbyt dobra seria, ale lepsza od innych „nie-squaresoftów” jakie powstały.
Ale do rzeczy.

Pierwszy Breath of fire (jak każdy Breath of fire, mind you…) opowiada o chłopcu imieniem Ryu, który potrafi zmieniać się w smoka. W pierwszej części… Może tak: „w pierwszej grze” Ryu należy do klanu „białych smoków”(not actual dagons), których osada zostaje spustoszona przez klan „czarnych smoków” (not actual dragons). Ci którzy przeżyli wysyłają Ryu by powstrzymał klan czarnych smoków przed opanowaniem świata. Dosłownie dają mu skrzynię złota i idź zbawić świat… :twisted:

Jak, gdzie, kiedy? Tych odpowiedzi nie uzyskamy. Więc grę spędza się wędrując po mapie, będąc nękanym random encounterami i z czasem kompletując drużynę. Jednak brak jest jakiejś historii która trzymała by grę w kupie. Wszystko sprowadza się do podróżowania od miasta do miasta, przetrzebieniem lokalnych lochów, pokonaniem wielkiego złego zamieszkującego dane lochy; zebranie pochwał od mieszkańców i wyruszenie na poszukiwanie kolejnego miasta, gdzie robi się to samo. Jednak biorąc pod uwagę, że to nie Squaresoft, a Capcom zrobił tę grę… No.

Na pewną dozę uwagi zasługuje zaimplementowany w grze cykl dnia i nocy, który nie jest jedynie kosmetyczną zmianą w oświetleniu. Miasto, będące pod okupacją jakichś tam żołnierzy za dnia jest niedostępne, z powodu tychże właśnie żołnierzy, a w nocy jest możliwość prześlizgnięcia się pomiędzy przysypiającymi patrolami.



Breath of Fire II, także na SNESa Ryu jest synem jakiegoś kaznodziei. Pewnego dnia jego siostra ucieka z domu… Świątyni właściwie, a Ryu zostaje wysłany by ją znaleźć. Trafia za nią w góry, za polem kukurydzy, na której śpi sobie wielkie smoczysko. Okazuje się, że ten smok kiedyś uratował osadę od zagłady z rąk jakiegoś potwora, jednak matka Ryu i jego siostry przypłaciła to życiem a ich ojciec nie może sobie poradzić z poczuciem winy… Mniej więcej. Więc siostra Ryu (mniejsza o to jak się nazywa, bo nigdy więcej jej nie zobaczymy) oznajmia ojcu, że lubi tu przychodzić bo dzięki temu rozmawia z matką w snach. Po krótkiej konwersacji ojciec zabiera siostrę Ryu do domu, żaś Ryu wracając tuż za nimi trafia do identycznej wioski, z której wyszedł, z tymże nikt go w niej nie zna… Ani jego ojca… Siostry nie wspominając. (nie patrzcie na mnie, sam nie rozumiem co się stało… Capcom).

Jako że Ryu ewidentnie jest sierotą (i to jakim… do tego rodziców nawet nie ma :twisted: )spędza noc w klasztorze, gdzie spotyka inną sierotę, człeko-psa o imieniu Bow, który postanawia okraść klasztor. Co prawda zabiera tylko świeczkę, bo nic innego nie znajduje, ale szczegół. Obaj więc wyruszają by odnaleźć inne miasta z bogatszymi klasztorami. Po drodze jednak łapie ich deszcz, więc decydują schronić się w pobliskiej jaskini, zamieszkałej przez potwora. (Deszcz im przeszkadzał, no… :twisted: )

Następnie przechodzimy do już nieco starszych Ryu i Bowa, którzy są pewnego rodzaju najemnikami. Ich pierwszym zadaniem jest odnalezienie świnki jakiejś dziewczyny. Później Bow dostaje zadanie okradzenia najbogatszego człowieka w mieście, zostaje złapany, Ryu pomaga mu uciec i poszukuje dowodów na to, że Bow jest niewinny.

…Słowem jest to pierwszy jRGP w który grałem, a który nie ma żadnego głównego wątku. Tylko zlepek questów mniej lub bardziej ze sobą powiązanych, poprzerywanych mini-grami, jak budowanie osady, czy łowienie ryb…
Srsly.[/p]
Tryb walki nie różni się specjalnie od tego, co prezentowała pierwsza odsłona gry. Z tym że przemiany w smoka nie polegają już na… Przemienianiu w smoka, a bardziej na jego wzywaniu do walki. (jak summony w FF).



Breath of Fire III na PSX, prezentuje prawdziwy powiew świeżości w całym uniwersum (jeżeli takowe istnieje). Tym razem Ryu nie jest chłopcem, który zmienia się w smoka. Jest smokiem, który zmienia się w chłopca… Yyyyyyyy…

Gra zaczyna się w kopalni chryzmu, będącego skamieniałymi pozostałościami po smokach, i jednocześnie kopalnym źródłem energii dla maszyn. Górnicy odnajdują dużą grudę caryzmu i postanawiają go wysadzić. W jego wnętrzu przebywało smocze pisklę – Ryu. Spanikowani górnicy atakują smoka, i zostają spopieleni jego oddechem. Kiedy już smoczysko ma wyjść z kopalni zostaje powalone dźwigiem i wywiezione w klatce. Co prawda udaje mu się uciec, strącając klatkę w której siedzi z wagonu jadącego pociągu i lądując w lesie, gdzie, już pod postacią znanego i lubianego przez niektórych graczy błękitno-włosego chłopca przystaje do grupy drobnych złodziejaszków, którzy… Hmm. Pewnego razu ugryźli więcej niż byli w stanie przeżuć…

By zbytnio nie spoilerować, główny wątek gry jest trudny do odnalezienia, jak w poprzednich odsłonach gry. Grupa okrada jakiegoś włodarza, okazuje się, że choć on sam był żałosną lebiegą, to pracował dla jakiejś straszliwej mafii, której bossowie wysyłają za grupą siepaczy - bronie na sterydach. Gdy Ryu przytomnieje, dowiadując się, że pozostali gdzieś zaginęli, zalewając się łzami wyrusza na poszukiwania. Znów wpada na bronie, którzy próbując zabić go tym razem jak należy, sprawiają, że zmienia się w smoka na ich oczach, przez co w ich móżdżkach rodzi się plan sprzedania dziwoląga za grubą kasę, więc wloką go w klatce do króla Wyndii, gdzie opowiadając jak bohatersko pochwycili smoka odsłaniają klatkę, a Ryu znowu okazuje się być chłopcem i wszyscy zostają wtrąceni do lochów, ale księżniczka Nina lituje się nad chłopcem i postanawia go uwolnić, jednak będąc już w lochu daje się namówić parze bronie, by uwolniła także ich, przez co zostaje porwana przez nich, a Ryu rusza jej z odsieczą… <głęboki wdech…> i dogania zanim wyszli z lochów i przepędza i później oboje wyruszają na poszukiwania towarzyszy Ryu i znów zostają złapani przez bronie i zawleczeni daleko, daleko na jakiś turniej sztuk walki, tam udaje im się uciec, ale nie mogą wrócić do Wyndii, bo drogi są obstawione przez bronie i ich pomagierów i spotykają jakąś archeolog, która postanawia im pomóc i znów zostają schwytani przez bronie i zawleczeni do miejsca gdzie odbywają się turnieje, gdzie muszą walczyć na arenie by odzyskać wolność… <kolejny głęboki wdech> ale –ronie-zamierzają-ich-oszukać-ale-im-się-to-nie-udaje-bo-mistrz-turnieju-(wyglądający-jak-dra’hen-ver. 1.0)-postanawia-pomóc-Ryu-dowiedzieć-się-kim-są-jego-przodkowie-więc-zabiera-go-do-Wieży-Aniołów-gdzie… Uffff. Tak wiem. Ale ta gra właśnie taka jest.
Capcom… Dobrzy jeśli chodzi o gry z pod znaku mordo-bicia, ale jRPG-i robią niebardzawe.

Za plus można dać częściowo 3D grafikę, powrót do zmieniania się w smoka polegający na zmianie postaci, a nie summonach i możliwość nauki poniektórych skilli przeciwników.



Breath of Fire IV, jest ostatnią grą BoF na PSX-a I jednocześnie pierwszą, która próbuje mieć jakiś główny wątek. Jakiś tam lud przyzywa na pomoc boskiego smoka Yorae Dragon, ale partolą sprawę i boski smok zostaje rozszczepiony na dwie osoby – Fou-lu i Ryu. Fou-lu pojawia się od razu, zakładając imperium Fou-lu, a drugi – Ryu ma pojawić się dopiero za kilka stuleci. Więc Fou-lu zapada w sen by poczekać aż druga część jego osoby pojawi się na świecie, by się z nim połączyć. Niestety pare setek lat to szmat czasu i gdy Fou-lu pojawia się na świecie okazuje się, że aktualny cesarz zasiadający na tronie nie ma zamiaru oddawać władzy jakiemuś bogowi i wysyła na niego swą armię. Dość rzec, że nieskutecznie, zaś odwołując się do broni ostatecznej, działa Carronade, które bombarduje miasta nagromadzonymi negatywnymi emocjami tworząc hex – pole gdzie tworzą się potwory. Doprowadza tym samym Fou-Lu do szaleństwa, który teraz staje się „smokiem zniszczenia”.

Ryu tymczasem zostaje odnaleziony przez Ninę, księżniczkę Wyndii, która poszukuje swej siostry w towarzystwie koto-ludzia o imieniu Crey, który jest wodzem plemienia Waren. Nie wiedząc kim jest przyłącza się do nich i pomaga im w poszukiwaniach. Wkrótce okazuje się, że Ryu jest boskim smokiem, czy raczej jego fragmentem i jego przeznaczeniem jest odnaleźć resztę swojej istoty – Fou-lu. I wszystko byłoby cacy, gdyby nie mini-gry, na chama wepchnięte by rozciągnąć gameplay. Poza pobocznymi, jak łowienie ryb (znowu), czy rozbudowę osady wróżek (znowu-znowu), które można zignorować, to są też takie, które trzeba wykonać by popchnąć historię do przodu… I tak:

Panie i panowie, oto boski Yorae Dragon. Smok, w którego władzy jest sprowadzenie na świat wiecznej szczęśliwości, bądź ostatecznej zagłady. Wiatr, dla żagli zmian naszego świata, który uprzątnie magazyn, sortując beczki na prawo i wazy na lewo, Zapędzi niejadka do obiadu i pobawi się z nim w chowanego. Trzeba załadować skrzynie na statek? He does that shit! Napędzać pompę szlamu? He does that shit! Jakiśkolo zgubił ulubioną kurę? HE DOES THAT SHIT! No shit is too shitty for Yorae-fuckin’-DRAGOOOONN!

Ech…Heh… Aż zadyszki dostałem…

Ale łapać kury..? Poważnie Capcom?!

Żeby nie było, gra oferuje dwa różne zakończenia – jedno w którym Fou-lu jest dominującą osobowością po zespoleniu i wyrusza zniszczyć świat i drugie, w którym Ryu jest dominującą osobowością i postanawia wygnać wszystkich bogów z tego świata, samemu stając śmiertelnikiem… Sami zdecydujcie, które jest gorsze…

…Łapać kury…

Już Knights of Xentar, MegaTech-u miała lepszą fabułę, a to pornosik był...
:roll:
Co trzeba zauważyć walka też uległa pewnej zmianie. Nadal jest to system Turowy, ale już teraz Ryu/Fou-lu nie zmienia się w smoka. Teraz zmienia się w hybrydę smoka i człowieka, z możliwością przyzywania smoka w specjalnych atakach.



Breath of Fire: Dragon Quarter Jest ostatnią grą serii (co prawda gdzieś o oczy mi się obiły informacje o BoF VI która to ma wyjść na Androida, aaaaale… No.). Akcja gry dzieje się pod ziemią. Dlaczego ludzie zdecydowali się zamieszkać pod ziemią? Nie wiem. Nigdzie nie jest to powiedziane. To co wiadomo, to to, że społeczność podzielona jest w oparciu o to ile smoczej krwi płynie w żyłach danego osobnika, tzw D-Ratio. Nasz bohater – Ryu, jest szeregowym Rangerem (coś w rodzaju służby bezpieczeństwa), spełniającym się zawodowo w zabijaniu potworów (Genics), pałętającymi się to tu, to tam korytarzami podziemi. Jako że jego D-ratio wynosi 1/wchujicuitciut, raczej zbyt światłych perspektyw przed sobą nie dostrzega. On i jego partner, Bosch (powaga) mający D-ratio 1/94 dostają za zadanie eskortowania tajnego pociągu z ładunkiem BioCorp. W trakcie podróży Bosch oznajmia Ryu, że z jego 1/coś-tam D-ratio nigdy nie zostanie więcej jak gruntem, a on 1/94 ma szansę zostać prefektem. Więc Ryu powinien oddać mu swój ranking (lista wykonanych misji, czy cóś), bo on, Bosch, potrzebuje jego reputacji by się wybić.

Zanim jednak Ryu może odpowiedzieć, transport zostaje zaatakowany przez wojownika Trinity, (czym dokładnie jest Trinity? Sam chciałbym wiedzieć, ale choć grę przeszedłem to nie mam pojęcia, kim są ani o co walczą. Nigdzie nie jest powiedziane.). Wysadza tory granatnikiem, którego gdzieś trzymała (niby mówią, że kobiety mają więcej miejsc, w których można coś ukryć od mężczyzn, ale żeby granatnik..?) i Ryu razem z wagonem spada do przepaści.

Wtedy to smok Odjn (porozumiewający się za pomocą napisów na czarnym ekranie) wybiera Ryu na swojego nosiciela; Zaś transportowanym ładunkiem z BioCorp-u okazuje się młoda dziewczyna – Nina, ze skrzydłami na plecach.

Bosch wraca do kwatery głównej, gdzie stereotypowa kobieta żmija-u-władzy, jego dowódca robi mu burę, że nie zabezpieczył ładunku i ma się nie pokazywać dopóki nie zlikwiduje ładunku, bez względu na to jak on będzie wyglądał…

Wkrótce na jaw wychodzi to, że Nina jest biologicznym filtrem powietrza, but sucks at it. Jeden kontakt ze skażonym powietrzem powoduje uszkodzenie jej układu filtrującego (skrzydła) i by przeżyć musi przebywać w czystym powietrzu (most useless air-filter ever!).

Ryu więc postanawia uczynić wszystko co w jego mocy by dostarczyć Ninę na powierzchnię (co współgra idealnie z planami Odjna, który chce zwrócić niebo ludziom).

:akapit: Gra ta (w każdym razie z mojego punktu widzenia) jest mimo wszystko najlepszą z całej serii Breath of fire, choć kilku rzeczy w niej nie mogę przeboleć. Ma spójną i ciekawą historię, epickie zakończenie…
Spoiler:

…ale wielkie nieba! Poziom trudności gry czyni z niej zgniatacza jaj. Ba. Twórcy specjalnie zrobili ją w ten sposób, by nie można było jej przejść za jednym posiedzeniem i może być w tym trochę racji, ale konieczność przechodzenia jej od początku raz za razem może doprowadzić do szewskiej pasji (mi zajęło to 3 próby, and I’m a pro at jRPG’s). Drugą rzeczą jest licznik. W momencie gdy dostajemy możliwość zesmoczenia Ryu, w prawym górnym rogu ekranu pojawia się licznik procentowy, który gdy sięgnie 100.00% przed finałowym bossem, oznacza game over; a który zwiększa się z każdą zmianą w smoka. Mało tego z każdym wykonanym atakiem pod smoczą postacią, czy nawet z upływem czasu gry.


Innymi słowy Capcom tym ruchem wykastrował główny powód, dla którego w ogóle grałem w te gry. Gdyby nie historia i zakończenie…

Spoiler:
Don't kill the edge, and become like the rest
Don't lose the faith, that made you who you are
Don't kill the edge, that manifests inside
This world is mine; it's where my thoughts collide...

Wróć do „Gry komputerowe”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość