Lovecraftowki chaos metafizyczny

Kreacja elementów związanych z religią, magią i wszystkim innym, co nadnaturalne. W grę wchodzą opisy panteonów i genesis świata, mechanizmy rządzące rzucaniem czarów, opisy zdolności parapsychicznych i wszystko co stanowi niezwykłe rozszerzenie reguł rządzących realiami.
Awatar użytkownika
Fast
Zbłąkana dusza
Zbłąkana dusza
Posty: 6
Rejestracja: wt wrz 13, 2016 2:13 am

Lovecraftowki chaos metafizyczny

Postautor: Fast » wt wrz 13, 2016 2:50 am

Zważywszy, że Vesper uraczył nas kolejnym pięknie wydanym tomem prozy Lovecrafta i jestem w tej chwili na fali weird fiction samotnika z Providence chciałbym poruszyć temat jego wizji metafizyki.

Osoby, które nie znają mitologii Cthulhu - zachęcam do zapoznania się z prozą Love'a bo choć może się wydawać niewdzięczny w lekturze, to gdy człowiek już się z nim oswoi, czerpie wręcz bluźnierczą radość z czytania kolejnych opowiadań.
Nie zamierzam tutaj jakoś bardzo zagłębiać się w samą mitologię Cthulhu - zamierzam wymienić te elementy, które dla mnie osobiście wydały się inspirujące.

Metafizyka i samo pojmowanie bóstw u Lovecrafta, parafrazując Macieja Płazę - w zasadzie mają wymiar stricte materialny. Tj. to co ludzie biorą za bogów, najczęściej przyjmuje postać jakiegoś obrzydliwego potwora/kosmity/cholera wie czego spoza czasu. Tutaj również nawiązując do przedmowy do I tomu zbioru opowiadań Love'a - trzy fundamenty horroru lovecraftowskiego to czas, kosmos i potworność.

W zasadzie oznacza to, że bogowie w takim potocznym rozumieniu u Love'a nie występują. Nie ma Allaha, Jahwe ani Boga - człowiek w obliczu kosmosu jest sam, a jedyne quasi-boskie istoty to najczęściej słudzy sił, które dla ograniczonego ludzkiego rozumu są zupełnie niezrozumiałe. Kto stanowi centrum wszechświata? Ślepy bóg idiota Azatoth, który stanowi ucieleśnienie nuklearnego chaosu, parafrazując któregoś z rzędu eksperta od prozy Love'a.

Bogowie ziemscy, którym zdarza się interweniować w ludzkie sprawy to przedziwne istoty, na straży których stoją Zewnętrzni bogowie, a posłańcem tychże jest Nyarlathothep - którego też możemy uznać za nieprzewidywalną, dziwną istotę spoza czasu i przestrzeni.

Nie jestem w stanie oddać w krótkim poście na forum całego ducha lovecraftowskiego panteonu - ale powiedzmy, że tak 3 po 3 wiemy o co chodzi. Znawcy tematu uznają, że te kilka zdań to okrutne uproszczenie, za które każdy fan Lovecrafta wysłałby mnie na Yoggoth, no ale co tam... Co jest według mnie fajne w tym systemie? To, że odchodzimy od klasycznego panteonu, a w zamian za to zyskujemy możliwość wprowadzenia do naszej ,,metafizyki" drobnego zamieszania (tj. odchodzimy tylko w pewnej skali, jeżeli dalej mówimy o świecie quasi-średniowiecznym to wiadomo, że rozdzielamy to co wiemy, od tego co myślą prostaczkowie i tak dalej).

Umieszczenie w kreowanym świecie samozwańczych bogów, będących tak naprawdę istotami z ,,zewnątrz"; kosmitami, spadkobiercami dawnych ras - ma według mnie spory potencjał. Nawet jeżeli w powszechnej świadomości mieszkańców np. Imperium w kolejnym świecie, który - PRZYRZEKAM - nie jest Warhammerem - umieścimy boga Węża, to będzie on mógł rozwinąć skrzydła w sytuacji gdy okaże się np. że jest on jakimś reliktowym przedstawicielem zaawansowanej cywilizacji. Albo że stworek tak naprawdę ma bekę z ludzi i żyje sobie w lasach raz na jakiś czas sikając mieszkańcom do mleka.

Wrzucenie do klasycznego świata fantasy (ja sobie taki rozkminiam, bo wiem że świat potrzebuje kolejnego warhammera) takich elementów imo może stanowić całkiem fajny zabieg, nadający pewnym elementom metafizycznym jakiejś tam głębi.

Tutaj mój post zredukowany do kwejkowych obrazków: http://kwejk.pl/przegladaj/2500685/4/ct ... iecza.html
,,Duma narodu, największy zbrodniarz wojenny''
- Ptakuba

Wróć do „Metafizyka”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość